Szanowna Redakcjo,

Zastanawiam się, co by było, gdyby redaktor Maleszka nie przyznał się Bronisławowi Wildsteinowi do współpracy z SB. Gdyby tłumaczył, że cała sprawa, to prowokacja mająca na celu oczernienie go w oczach kolegów. Gdyby wspierany przez byłych ubeków udowadniał, że istnieją tylko kserokopie ubeckich fałszywek, które nie są na nic dowodem.

Jak byście się zachowali, gdyby Wildstein mu nie uwierzył, gdyby na wszelkie dostępne sposoby głosił, że Maleszka to Ketman?

Szczerze mówiąc się domyślam. Nie pamiętam tylko, czy wtedy już pracował u Was Czuchnowski.

Potrafię sobie wyobrazić Maleszkę w roli ofiary chorej z nienawiści hordy dzikich lustratorów. Hordy pod wodzą Bronisława Wildsteina. 

Chciałbym wiedzieć, czy Wy potraficie to sobie wyobrazić.

Czy nie zastanawiacie się czasem, czy teraz nie zdarza Wam się bronić konfidentów?

Bronić, atakując ludzi przez nich pokrzywdzonych?

 

Josif

Czytelnik  portalu „gazeta.pl”