Drogi Czytelniku,

 „Przekrój” z numeru na numer wyraźnie się poprawia. Więc na czas jakiś go sobie odpuszczę. (Aż coś znowu mnie wyprowadzi z równowagi)

Ostatnia moja z redakcją korespondencja:

 

From: Jacek Kowalczyk <jacek.kowalczyk@przekroj.pl>
Date: February 13, 2008 11:47:13 AM GMT+01:00
To: Josif <josif@gazeta.pl>
Subject: Re: Ostatni list w odpowiedzi na list  

Szanowny Anonimowy Josifie!

Gratulujemy i dziękujemy! 

Pozostajemy pod wrażeniem niezwykłej erudycji (internetowej) i szeokich horyzontów. Jesteśmy dumni, że tak wnikliwi czytelnicy wciąż pozostają naszymi czytelnikami - i oby nadal tak było! To miłe, że potrafimy dostarczyć komuś satysfakcji, nawet myląc się. 
Za pomyłki serdecznie przepraszamy! Bijemy się w piersi. Winni zostali surowo ukarani (najpierw przymusową lekturą uwag Pana Anonimowego Josifa).
Zapewne bulwersujące jest dla Pana Anonimowego Josifa, że punkt po punkcie nie odnosimy się do Jego uwag. Napiszę krótko: tam, gdzie błąd jest błędem, już się zdarzył (i ten pewnie się nie powtórzy), w pozostałych - wbrew pozorom licznych - przykładach, szkoda mi czasu na polemikę z człowiekiem tak pewnym własnej wiedzy, że aż jej nie sprawdza (jeden tylko przykład - kiedy pisałem o Marku Dochnalu?).


Mimo wszystko 
serdecznie pozdrawiam, 
choć nie będę kontynuował tej korespondencji
z Panem Anonimowym Josifem


Jacek Kowalczyk
redaktor naczelny
tygodnika „Przekrój”

jacek.kowalczyk@przekroj.pl

 

 

Szanowny Panie Redaktorze,
 
Myli się Pan pisząc, że puszczając błędy dostarczacie mi satysfakcji. Satysfakcji dostarczył mi Pan, osobiście odnosząc się do moich listów.
Co prawda, sytuacja może się kojarzyć z dialogiem z kelnerem, który nad talerzem z pływającą w zupie muchą tłumaczy klientowi, że po pierwsze szef kuchni lepiej się zna na gotowaniu, po drugie to nie mucha, tylko muszka owocówka, a po trzecie klient nie ma krawata, więc co się odzywa.
Widzę, że moje uwagi jakoś Pana dotykają. Być może nawet wyprowadzają z równowagi. Jeżeli tylko którykolwiek z Pańskich współpracowników nie chcąc narażać Pana na utratę dobrego nastroju jeszcze raz sprawdzi, co puszcza do druku - mój cel zostanie osiągnięty.

Tym razem nie będę sprawdzał w Internecie czy wątpliwości, jakie wzbudziły we mnie teksty z ostatniego numeru Pańskiego tygodnika są zasadne.

1. Czy zdanie (o rytualnych obrzezaniach muzułmańskich dzieci): „Rytuał przypomina nieco katolicką Pierwszą Komunię Świętą.” znaczy na pewno to, o co chodziło autorowi? (str. 75)

2. Czy  antysemityzm zarzuca Prusowi i Reymontowi jedynie wiceszefowa łódzkiego ZNP, czy jest to opinia całego Związku Nauczycielstwa Polskiego? Bo w tekście jest i tak, i tak. (str. 30–31)

3. Czy jest Pan w władny doprowadzić do tego, żeby ktoś wyjaśnił mi, co miała na myśli autorka pisząc: „Z charytatywnych zapędów gwiazdy są znane nie od dziś. Niekiedy na celownik biorą nie tylko uciśnionych, ale i tych którzy ich zdaniem po prostu za dobrze się bawią”? Przeczytałem ten tekst kilka razy i ciągle nic nie rozumiem. (str. 49)

4. Czy nikt w redakcji nie zauważył niczego podejrzanego w zdaniu: „Szef głównego związku zawodowego Dietmar Muscheid zainicjował bojkot fińskich telefonów, do którego włączyli się biznesmeni w całym kraju.” (str. 21)?  Muscheid jest jedynie lokalnym szefem Niemieckiego Zrzeszenia Związków Zawodowych. Prawdą jest, że zainicjował bojkot, ale autor pominął fakt, że do bojkotu dołączyli się członkowie władz federalnych, co nie zdarza się codziennie. (str. 21)

5. Zawsze mi się wydawało, że Weegee się urodził w Złoczowie pod Lwowem, Wy piszecie, że w Złoczewie pod Sieradzem. Czyżbym się znowu mylił? (str. 82)

Muszę przyznać, że właściwie nic więcej mnie nie zaniepokoiło. Nie zgadzam się oczywiście z pewnymi opiniami, bo dla mnie hasło „Obrońmy pamięć kardynała Sapiehy przed oszczerstwami” nie jest nacjonalistyczne, ale redaktor Moskalewicz może uważać inaczej.
Słowem, może się okazać, że to, co się działo w poprzednich numerach, wynikało z zamieszania spowodowanego zmianą makiety. W każdym razie może się Pan trzymać tej wersji.

Pozdrawiam, życząc dalszych sukcesów w życiu prywatnym i zawodowym.
Gdyby chciał Pan mnie poszczuć na swoich pracowników - wie Pan gdzie mnie znaleźć.

Josif

Czytelnik tygodnika „Przekrój”